|
Awantury o pieniądze to w wielu małżeństwach niestety chleb powszedni. Warto zatem wiedzieć jak ich uniknąć w przyszłości, zwłaszcza w sytuacji, gdy żona hazardzistka lub mąż alkoholik trwoni regularnie swoje wynagrodzenie żyjąc, bez wyrzutów sumienia, na koszt drugiej strony. Co wówczas? O tym, iż można się wystarać o alimenty na dzieci wie każdy, czy jednak takie same prawa przysługują też i żonie? Zacznijmy od początku. Z chwilą zawarcia związku małżeńskiego powstaje wspólność majątkowa obejmująca dorobek małżonków, na który w szczególności składają się pobrane wynagrodzenia za pracę oraz za inne usługi świadczone osobiście przez któregokolwiek z małżonków, a także dochody z majątku zarówno wspólnego, jak i odrębnego. Tymczasem nierzadko zdarza się tak, że utrzymanie domu spoczywa wyłącznie na jednej stronie, współmałżonek zaś swobodnie dysponuje „swoimi” pieniędzmi, przeznaczając je na wątpliwe cele, a oczekując jednocześnie pełnej lodówki i działającego bez zakłóceń telefonu. Na szczęście kłótnie rodzinne nie są tu jedyną drogą do zmiany takiej sytuacji, prawo przewiduje bowiem instytucję zbliżoną do alimentów na dzieci, tyle, że związaną z zapewnieniem środków utrzymania dla całej rodziny. Jeżeli mianowicie jeden z małżonków pozostających we wspólnym pożyciu nie spełnia ciążącego na nim obowiązku przyczyniania się do zaspokajania potrzeb rodziny – nie łoży na nią - sąd może nakazać, aby wynagrodzenie za pracę, albo inne należności przypadające temu małżonkowi (np. emerytury, renty), były w całości lub w części wypłacane do rąk drugiego – odpowiedzialnego - małżonka. Sąd wydaje w tej sprawie nakaz, który pozwala unormować sytuację materialną rodziny. Rozwiązanie to jest stosunkowo proste do zrealizowania, dlatego rzeczywiście warto z niego skorzystać. Instytucja ta możliwa jest do zastosowania jedynie w czasie trwania małżeństwa. Nieco inaczej rzecz ma się wówczas, gdy już dojdzie do rozwodu. Tu prawo powraca już wprost do alimentów przeznaczonych – tym razem – dla byłego współmałżonka, z zastrzeżeniem wszelako, że spełni on jednocześnie dwa warunki. Aby nabrać uprawnień w tym zakresie musimy więc przede wszystkim zajrzeć do wyroku rozwodowego. Jeśli orzeczenie sądu stanowi, iż małżeństwo rozpadło się z winy obojga małżonków lub też bez orzekania o winie oznacza to, że możemy zwrócić się do sądu o zasądzenie świadczeń alimentacyjnych, jeśli tylko – to warunek drugi - znajdziemy się w niedostatku, czyli w sytuacji, gdy nie mamy możliwości zarobkowych i majątkowych, pozwalających na pełne zaspokojenie naszych usprawiedliwionych potrzeb, zwłaszcza zaś tych związanych z mieszkaniem, wyżywieniem, czy leczeniem. W zakresie alimentów po rozwodzie prawo posuwa się jeszcze dalej w momencie, gdy jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia. Wówczas uprawnienia drugiego z małżonków do otrzymywania wsparcia ze strony małżonka wyłącznie winnego nie ograniczają się już do pozostawania w niedostatku, ale dotyczą także sytuacji, gdy nastąpiło istotne pogorszenie warunków materialnych małżonka niewinnego. Aby ocenić, czy do tego rzeczywiście doszło, sąd porównuje jak żyłby rozwiedziony małżonek, gdyby małżeństwo trwało dalej i funkcjonowało prawidłowo, z sytuacją w jakiej znajduje się po rozwodzie i z założenia wyda orzeczenie, na mocy którego przyznane alimenty zniwelują tę różnicę. O obie formy alimentów można starać się już w ramach postępowania rozwodowego, a także po ustaniu małżeństwa. Warto jednak pamiętać, że alimenty przyznane po rozwodzie nie rozwiążą sytuacji materialnej pozostawionego bez środków małżonka bezwzględnie i na zawsze. W tym zakresie obowiązuje zasada, iż świadczenia takie wypłacane są do czasu zawarcia przez uprawnionego do ich otrzymywania kolejnego związku małżeńskiego, a jeżeli małżonek zobowiązany nie został uznany za wyłącznie winnego, wygasają także z upływem pięciu lat od orzeczenia rozwodu. Oczywiście czas ten, w wyjątkowych okolicznościach można przedłużyć, ale jest to praktyka raczej sporadyczna i nie warto robić sobie w związku z tą możliwością zbyt wielkich nadziei. Na koniec jeszcze ciekawostka dla złośliwych. Wyobraźmy sobie parę, której drogi rozeszły się, zdecydowali się więc na rozwód szybki i kulturalny – bez orzekania o winie. Jedno z nich, pozostawione w niedostatku otrzymało alimenty – świadczenie, które przerwane zostanie po upływie pięciu lat lub w chwili zawarcia ponownego małżeństwa. Tymczasem uprawniony na swojej drodze napotyka kolejną wielką, acz ubogą miłość. Ślub w tej sytuacji, z materialnego punktu widzenia, stałby się przysłowiowym gwoździem do trumny. Pozostaje zatem konkubinat, finansowo wspierany przez byłą połowę. Co na to prawo? Nie zabrania. A były małżonek może co najwyżej zacisnąć ze wściekłości zęby lub cieszyć się cudzym szczęściem. Samo życie. |